Niepoważny zbiorek internetowych spostrzeżeń bibliotekarskich
Data: 22-04-2004 o godz. 14:40:59
Temat: PHP-Nuke


Każda praca ma swoje ciężkie momenty, nawet - wydawałoby się - praca w spokojnym przybytku kultury, jakim jest biblioteka. Oto, co można znaleźć w Sieci:

Puk, puk!
- Proszę.
Nie zdjęłam jeszcze kurtki, przydeptując szalik, cofnęłam się z powrotem do drzwi. Kolejny dzień mojej pracy zainaugurowała studentka z proszącą miną:
- Dzień dobry. Czy ja mogłabym już skorzystać z obcojęzycznej bazy danych?
Wyciągnęła karteczkę z równiutko wypisanymi słowami kluczowymi po angielsku. Wprowadzając hasła w wyszukiwarkę pomyślałam, że nie jest źle, przynajmniej dobrze przygotowana i angielski zna.
- Ma pani tutaj 20 pozycji z wybranego tematu. Proszę się przyjrzeć i zaznaczyć te, które mogą się pani przydać - wyrecytowałam jak dobrze wyuczoną lekcję.
Dziewczę przez chwile wpatrywało się uważnie w monitor, po czym podniosło na mnie zdumiony wzrok i z przerażeniem, dobitnie akcentując każde słowo wydukało:
- I to nie jest tłumaczone na polski?!

Dryn, dryn!
- Słucham?
Po drugiej stronie odezwał się poważny, męski głos:
- Z bazą danych poproszę!
Niełatwo mnie zaskoczyć, ale tym razem absolutnie nie wiedziałam, co odpowiedzieć, żeby wilk był syty i owca cała, czyli żeby pan sprecyzował, z kim chce konkretnie rozmawiać, ale żeby nie poczuł się wyśmiany. Złożyłam się więc w scyzoryk i delikatnie zaczęłam tłumaczyć:
- Baza danych nie jest rzeczą materialną, nie potrafi jeszcze odbierać telefonów. To tylko program. Może mi pan powie...
Nie dane mi było dokończyć. Pan spokojnie przerwał, oświadczając:
- To ja zadzwonię później.
Ups... ten pan chyba wierzy w bardzo szybki postęp techniczny.

Puk, puk!
Czy ja mogę skorzystać?...

Dryn, dryn!
- Słucham?
- Proszę pani, mnie tu nie chce wpuścić na czasopismo, jakieś hasło chce ode mnie.
Ten problem mam opanowany, wiec po raz siódmy tego dnia zadałam to samo pytanie:
- Czy korzysta pani z komputera będącego w sieci uczelnianej?
- Tak.
- Czy ten komputer jest zarejestrowany w sieci, tzn. czy ma nadany numer IP?
Tak jak się spodziewałam, usłyszałam po raz siódmy:
- Nie wiem.
Ze stoickim spokojem wyrecytowałam magiczną formułkę:
- Z menu Start proszę wybrać pozycję Uruchom i wpisać "winipcfg", "w" jak Wanda, "i" jak Irena...
Po kilku minutach cierpliwego "tu rozwinąć", "tam przeczytać", okazało się, że to IP z nieznanego mi zakresu.

Dzwonię więc do uczelnianego Ośrodka Informatyki i grzecznie powiadam:
- Dzień dobry, dzwonię z biblioteki. Wydaje mi się, że uczelnia zakupiła nową domenę i...
Głos z drugiej strony jest pełen zdumienia, wręcz na granicy szoku: - Skąd pani w bibliotece zna słowo "domena"?! Złość wyłazi mi uszami, włazi pod kołnierz i gromadzi się w czubkach palców. To ja po to cierpliwie tłumaczę, jak się sprawdza IP, po to rozkręcam komputery, wgryzam się w skrypty Javy... żeby mnie byle informatyk wysyłał do mycia garów i odkurzania książek. O nie, drogi panie, na sucho to panu nie ujdzie. Już chciałam zripostować, że znam jeszcze kilka innych, trudnych słów, ale mój wzrok padł na leżący tuż obok Słownik encyklopedyczny informatyki. Starałam się czytać od niechcenia, tak jakbym z pobłażaniem wyjaśniała niezbyt lotnemu uczniowi budowę cepa:
- Domena to przestrzeń komunikacyjna będąca elementem architektury sieci Internet. Przestrzeń nazw domen podzielona jest zarówno pod względem instytucjonalnym, jak i ze względu na położenie geograficzne. Domeny organizacyjne najwyższego poziomu to: com - organizacje handlowe, edu - uniwersytety, gov - organizacje rządowe... mam mówić dalej? W szkole mi kazali nauczyć się kilku regułek, mogę też panu wyjaśnić, co to np. DNS.
Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam huk szczęki opadającej na biurko. Nie byłam aż tak złośliwa, żeby zapytać, czy pomóc pozbierać, głównie z obawy, że moja chwilowa błyskotliwość mogłaby na tym ucierpieć, a po trosze też dlatego, że chciałam jednak poznać odpowiedź na pytanie o domenę.

Puk, puk!
- Proszę pani, czy mogłaby mi pani pomóc...
Pan przerwał i zaczął mi się przyglądać tak intensywnie, że zaczęłam się zastanawiać czy może coś ze mną nie tak.
- Ja nie chciałbym, żeby mnie pani źle zrozumiała, ale muszę to pani powiedzieć... jest pani najładniejszą bibliotekarką, jaką w życiu spotkałem.
O! Coraz lepiej, już miałam się spłonić, skromnie oczka spuścić, ale już po chwili (olśnienia rzadko dopadają mnie natychmiast) dotarło do mnie, że cud urody to ja nie jestem. Na ulicy mi się nie zdarzyło, żeby ktoś stanął jak wryty na mój widok. Człowiek pewnie pierwszy raz w bibliotece, a wyobrażenie miał jak o przedwojennym gimnazjum... szare mundurki, szare włosy, szare twarze. Pewnie lepiej by mu się zrobiło, gdybym przyznała się, że z wykształcenia jestem biologiem...

Puk, puk!
I chyba dlatego, żebym nie wpadła w samozachwyt, słyszę:
- Tu podobno są takie panie - wyszukiwarki.
Oczami duszy widzę siebie siedzącą w kucki w monitorze i kartkującą czasopisma w poszukiwaniu literatury do prac magisterskich... i czuję, jak powoli zmieniam się w komputerowego wirusa...

Dryn, dryn!
Puk, puk!
Czy mógłbym...
Nieeeee!!! Oddział zamknięty!

_________________________________
Autor:
Dagmara Sawicka
Biblioteka Akademii Rolniczej w Lublinie
Tekst zaczerpnięto ze strony:
http://ebib.oss.wroc.pl/2004/55/swieto.php





Artykuł jest z Forum AMANDY
http://www.amanda.radom.net

Adres tego artykułu to:
http://www.amanda.radom.net/modules.php?name=News&file=article&sid=156